Ogniska, nonszalancja w kinie i pierogi z jagodami

Ostatnio nie mogę zdobyć się wielki wpis, uznałam więc, że lepiej naskrobać dla Was przynajmniej kilka luźnych myśli, niż nie pisać wcale. Będzie film, książka, jedzonko, znajdzie się też garść przemyśleń. Sądzę, że mój obecny (i mam nadzieję, chwilowy!) zanik kreatywności wynika też z tego, że czytam naprawdę niewiele blogów, ale jak już czytam, to ostatnio dość często całkowicie zgadzam się z autorami i tym, co piszą. Po prostu myślę podobnie na dany temat i sądzę, że nie warto mnożyć bytów. Jednak tym razem miarka się przebrała.

Zaczynajmy więc. Poproszę o werble.

*

Jak wyżej: cierpię w ostatnim czasie na kompletny brak pomysłów, a teraz akurat bardzo ich potrzebuję. Znacie jakieś metody na stymulację procesów twórczych w głowie? Help! To moja ostatnia szansa.

*

Ognisko w nocy jest super. I jak latają nad głową iskierki i małe popiołki. I jak hałasują świerszcze, i jak zachrzęści w zębach popiół podczas wsuwania ziemniaka z masełkiem czosnkowym, i jak lepią się pieczone banany polane miodem. Wybaczcie, musiałam, bo to “opisanie cudu”, jak raz pisał Stachura.

*

Ale najbardziej smakują mi nocne rozmowy i nocne milczenia w gronie przyjaciół. Przy trzaskającym ogniu. Choć marzę, żeby kiedyś tak zgromadzić wszyyystkich w jednym miejscu. To by było coś.

*

Ogień ma w sobie coś naturalnego, swojskiego i bliskiego, w końcu daje poczucie bezpieczeństwa i ciepełko. Ale ma w sobie też coś z niszczenia i umierania. Zobaczyłam to w kurczących się i upadających w płomieniach gałązkach, w bielejących na popiół patykach. Nie dało się nie pomyśleć o człowieku.

*

Ostatnie miesiące to dziwny czas, kiedy stawiam po jednym kroku w każdą stronę świata i nie mam pojęcia, jak postawić następne, ani który kierunek teraz wybrać… I kto właściwie o tym decyduje?

*

Olśniewa mnie książka “Śpiewaj ogrody” Pawła Huellego. Chyba będzie o niej więcej na blogu. Jak już się głośno zdeklarowałam, to istnieje większe prawdopodobieństwo, że dotrzymam słowa. Trzymajcie kciuki.

Opowieść jest piękna jak jej tytuł. Magiczna, znakomicie napisana, wciągająca, chwilami melancholijna. Przedwojenny Gdańsk, morskie klimaty, wspomnienia z dzieciństwa, niezwykłe historie, których nie można było nie opowiedzieć, i tak dalej, i tak dalej. Mam ochotę piać z zachwytu, bo to jedna z piękniejszych książek, jakie czytałam w życiu. A Huelle tak mało znany… Może by tak zrobić serię na blogu o mało znanych pisarzach,
których po prostu trzeba odnaleźć? Bo to tak nie można. Omijać ich, nie wiedzieć. Coś z tym zrobię!

*

Krótko: mamine pierogi z jagodami.
Plus śmietanka, plus cukier.
Powstrzymam się od komentarza. A tę koszulkę i tak noszę już tylko po domu…

*

No i ciasto z malinami. I roześmiane dzieci wsuwające kawałek za kawałkiem.

*

Raczej omijam ten temat, ale panny młode w fejsbukowych grupach… hmm… Może jestem z dziwnej okolicy, ale tutaj, odkąd pamiętam, rodzice przychodzą na śluby swoich dzieci nawet bez wypasionych zaproszeń i próśb o to czy tamto. Kto miałby tam być, jeśli nie oni??? Ponadto obowiązkowo na weselu milion atrakcji, lampiony, balony, fajerwerki, kilka par butów na zmianę, ozdoby do włosów na zmianę. Nie krytykuję, tylko… chyba nie nadążam.

*

Oświećcie mnie, proszę. Dlaczego prawie nikt nie odmienia Dawida Podsiadły, a Tadeusza Kościuszkę wszyscy bez zastanowienia i z radością odmieniają przez wszystkie przypadki? No dobra, chyba wiem, albo jak powiedziałby klasyk: “nie wiem, ale się domyślam”. Tak czy siak, to takie trudne do zniesienia dla młodego, nieopierzonego polonisty!

*

Są filmy, takie jak “Bonnie i Clyde”, które wyglądają stylowo, a nawet epicko, kiedy się przegląda zdjęcia kadrów w Internecie (mają w sobie taką… nonszalancję, jeśli ktoś znajdzie na to lepsze słowo, podrzućcie koniecznie). A podczas oglądania samego filmu okazuje się, że nie jest wcale tak kozacko, jak się zapowiadało.

To znaczy jest dobrze, w końcu to film z 1967 r. Moja słabość do kina (tej estetyki!), muzyki i mody lat 60. na pewno Was tu jeszcze dopadnie. Jestem absolutnie zakochana w tym dziesięcioleciu.

*

To tyle. Mogłabym tak w nieskończoność, ale trzeba coś zostawić na kolejne razy. Mam nadzieję, że przy okazji lepiej mnie poznacie. Zbieram się do poczynienia jakiegoś porządnego wpisu “o mnie”, ale gadanie o sobie przychodzi mi z trudem, zresztą kogo mogłoby to interesować? 🙂

A u Was co się ostatnio działo?

Advertisements

4 thoughts on “Ogniska, nonszalancja w kinie i pierogi z jagodami

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s