Wschód

Pewnego lata obudziłam się o czwartej z minutami, wzięłam aparat, ciepłe skarpety i bluzę, po czym wyszłam na podwórko. Przygniotło mnie widowisko wyświetlone na niebie bezinteresownie, bez biletów. Niby ten sam widnokrąg, domy, pola, drogi, drzewa. Tylko że…

w miejscu horyzontu – mglisty pas szarości łączy cętkowane niebo z łąką.

Zamiast domów – przycupnęły sine, opuszczone chatki-widma. Należące do innego świata, który prześwituje przez powietrze tylko na ten krótki moment wschodu. Na pozostałą część doby pożycza nam swoje dziwy, narzucając na nie płachtę zwyczajności.

Drzewa – zlepione z niebem łączniki, święte inaczej niż gotyckie katedry.

Jedyna droga, która prowadzi w świat, nadal prowadzi w świat, ale taki, w którym pola i łąki to ciemny, rozżyty raj dla przechadzających się bocianów i milionów mniejszych istot.

Teraz  łatki na niebie łączą się w fioletowo-łososiowe obłoki, którym nieruchomo przyglądają się bociany – przestraszone, jestem pewna. Przytłacza ptaki i mnie niemożliwa do nazwania groza piękna. I jestem pewna, że nie sama ją oglądam.

DSC_1116

Wzeszło słońce, płosząc tajemnicę. Tylko bociani klekot odbija się echem na przejrzystym, całkiem już zwyczajnym, bezmiarze nieba.

Zapisz

Advertisements

2 thoughts on “Wschód

  1. Tak mi pisz! Kiedy zdarzy mi się oglądać świat o takiej porze, to zawsze mam wrażenie, że przez większość życia śpiąc przegapiam to, co w nim najpiękniejsze. A Ty to tak cudownie opisałaś!

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s