Książka w cynamonie (1): Spotkamy się w Honolulu Jerzego Sosnowskiego

„Roma leży w spiekocie, w żarze.” To krótkie zdanie otwiera powieść Jerzego Sosnowskiego. Przyznacie, że jest gorąco. Dalej spomiędzy wersów wyłania się plaża, szum morskich fal i krzyk rozbawionych dzieci, a więc robi się jeszcze cieplej. Kto ma ochotę na trochę lata w środku maja?

Jak to się dzieje, że tak niewiele osób kojarzy Jerzego Sosnowskiego – pisarza? Niektórzy znają go jako byłego dziennikarza radiowej Trójki i na tym koniec. A tymczasem Sosnowski to dla mnie gwarancja dobrej, wysmakowanej literatury. Zapraszam Was do przeczytania kilku słów o jednej z jego powieści sprzed trzech lat. To dobry moment, ponieważ miesiąc temu autor wydał kolejną powieść o wdzięcznym tytule Fafarułej czyli pastylki z pomarańczy. Jeszcze nie czytałam, ale jestem bardzo ciekawa.

Ale do rzeczy.

*

Akcja rozgrywa się w dwóch planach czasowych. Z jednej strony zagłębiamy się w lata sześćdziesiąte dwudziestego wieku, barwne, tętniące muzyką, ale nie pozbawione realizmu. Śledzimy wtedy losy Romy, Belli oraz Stefana – trójki młodych przyjaciół złączonych niejednoznaczną relacją. Na drugim biegunie trójkąt tworzą czterdziestoletni Piotr – były nauczyciel, a obecnie dziennikarz, intrygująca, choć już mocno dojrzała Roma i przyjaciel Piotra – Marek, bardzo nietypowy informatyk.

Bohaterów Sosnowski potrafi konstruować jak mało kto. Każda postać w jego powieści jest nieszablonowa, a w toku opowiadania daje się poznać z wielu stron. Mnie najbardziej przypadł do gustu właśnie Marek. Obaj przyjaciele mieszkają w wieży w środku lasu, odgrodzeni od świata, co daje się nieźle interpretować na tle całej opowieści. Marek jest uporządkowany, lubi codzienne (czasem trochę komiczne) rytuały, a w życiu kieruje się bardzo specyficznie rozumianą empatią. Świetnie czytało mi się monologi, w których mężczyzna analizuje świat z prawdziwie naukowym zacięciem. A czasem po prostu dzieli się swoimi przemyśleniami, tak jak tutaj:

„Wiesz – podjął znowu po chwili – że gdybyśmy mieli własną studnię w piwnicy, wtedy po nakupieniu konserw moglibyśmy w naszej Wieży wytrzymać bardzo długo bez konieczności kontaktowania się nawet z Włodakami. Choćby nam odcięto prąd; najwyżej przyniosłoby się z lasu drewna na opał, a myć się można w zimnej wodzie albo wcale. I wtedy niech się wszyscy dookoła żrą, zabijają, ale poza Wieżą. Oczywiście, że trochę przesadzam. Chodzi o warunki brzegowe systemu. Ale boję się, że nie tylko – dodał po chwili.”

Zagadnienie odgrodzenia od świata wzbogaca biografię obu bohaterów. Poza tym motyw wieży został ciekawie wyzyskany przez autora. Zamiast księżniczki znajdziemy w niej dwóch dorosłych mężczyzn. Nauczyciela i jego byłego ucznia.

DSC_01533

Oryginalną bohaterką jest także Roma, która w młodości pracowała jako stewardessa. Dziś ponad siedemdziesięcioletnia kobieta zmaga się ze swoją starością i z tym, jak zmienia się jej ciało. Duchem nadal młoda i energiczna, obserwuje kolejne kurze łapki wokół oczu, zmarszczki na szyi i szorstkie dłonie coraz bardziej poznaczone przebarwieniami. Świetny portret psychologiczny kobiety, która nie spodziewa się już w życiu niczego wyjątkowego, bo właściwie pozostało jej już tylko założyć kapcie i włączyć serial w telewizji. Tymczasem los zaplanował dla niej coś zgoła innego.

No właśnie. Romę i Piotra w pewnym momencie zaczyna łączyć uczucie, które z punktu widzenia otoczenia oraz samych zainteresowanych, wydaje się absurdem. Romans między czterdziestokilkuletnim mężczyzną i kobietą starszą prawie o trzydzieści lat to bardzo delikatny temat. Można by go opisać po prostacku, przewidywalnie lub dosłownie, ale autor wykazał się tutaj subtelnością, dzięki czemu wątek romansowy jest naprawdę oryginalny i dobrze się czyta.

Poza rozważaniem o niemożliwej miłości, o starości, zamknięciu czy otwarciu na świat, w powieści znajdują się też pewne uwagi na temat współczesności i tego, jak wyglądają relacje między ludźmi. Znowu Marek:

„[…] nie potrafię pozbyć się wrażenia, że ludzi coraz bardziej pociąga perspektywa zrobienia selekcji wśród bliźnich. Według wybranego kryterium, tu jest spora dowolność. Wykończyć za mądrych albo wykończyć zbyt głupich. Bankowców albo bezdomnych. Rozmodlone babcie albo rozbawioną młodzież. Tych z Katalonii albo tych z Kastylii.”

Na koniec, żeby nie było tak słodko: choć Spotkamy się w Honolulu nie należy do moich ulubionych książek i wciągnęła mnie dopiero po ok. stu stronach, to na pewno warto było przez te sto stron przebrnąć, bo powieść na długo zostanie w mojej głowie. Właściwie siedzi tam od dobrych kilku tygodni, ale jest na tyle nietypowa i pociąga za te głębiej poukrywane w człowieku struny, że trudno napisać o niej coś, co nie jest osobiste.

DSC_01400

No, czytajcie i rozkoszujcie się. Bo warto!

Zapisz

Zapisz

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s